Warsztaty fotografii noworodkowej – recenzja

Jestem zdania, że wszystko potrafią jedynie głupcy, natomiast mądrzy ludzie uczą się przez całe swoje życie. Postępując zgodnie z tą zasadą, wybrałam się na warsztaty fotografii noworodkowej w Katowicach organizowane przez Akademię Nikona. Szkolenie dotykało każdego z aspektów tego rodzaju fotografii, począwszy od konfiguracji sprzętu i doboru akcesoriów przez marketing, na pracy z dwoma uroczymi modelami skończywszy. Poniżej przedstawię Wam moje subiektywne opinie i ujęcia, które wykonałam podczas kursu.

Informacje z pierwszej części, dotyczącej obsługi aparatu fotograficznego i skompletowania obiektywów, nie były dla mnie nowością. Sprzęt skompletowałam już jakiś czas temu. Podobnie było z marketingiem, którego ja osobiście uczyłam się między innymi na studiach. Nikt raczej nie powinien myśleć, że nauczy się tak szerokiej dziedziny jak marketing w ciągu kilku godzin, skoro inni poświęcają na to kilka lat swojego życia. Z drugiej strony, tematyka warsztatów zahaczyła o wiele jego aspektów pokrótce, także każdy, kto robił notatki może pogłębiać temat dalej wedle własnego uznania i potrzeb.

A propos potrzeb, poczułam się jak taka stereotypowa kobieta, kiedy na pierwszy plan wszedł temat zakupów akcesoriów sesyjnych. Otrzymaliśmy mnóstwo linków do sklepów internetowych, gdzie można dostać nietuzinkowe ubranka i gadżety oraz kilka porad, jak dobierać je do siebie i konstruować przyjemne dla oka scenki. W wolnej chwili zamierzam zastanowić się nad kilkoma nowymi pełnymi scenkami i zakupić wszystkie potrzebne (oraz te niepotrzebne ;-)) „przydasie” inspirując się wskazówkami z warsztatów.

Przykłady takich stylizacji zobaczyliśmy na żywo przy okazji pracy z maluszkami. W tym momencie pragnę nadmienić iż były to warsztaty grupowe, w których brało udział siedem osób o różnym poziomie zaawansowania w fotografii. Nie powinniśmy się dziwić, że nie mieliśmy czasu na samodzielną pracę z noworodkiem. Trudno. Już samo zobaczenie w akcji osoby zajmującej się taką pracą od kilkunastu lat, jeśli potrafi się wyciągać wnioski, powinno być inspirujące.

Kolejnym tematem omówionym pokrótce na warsztatach fotografii noworodkowej była postprodukcja zdjęć. Korzystając z programów do edycji graficznej, czuję się jak ryba w wodzie, mam w tym spore doświadczenie. Żadna z nadmienionych technik nie była mi obca. Tutaj muszę przyznać, że mam już swój warsztat, przyzwyczajenia i metody pracy, które określają mój styl. Pewne rzeczy robię inaczej, inne tak samo, jeszcze inne podobnie, część pracy potrafię wykonać szybszymi metodami… Niemniej jednak, warto było zobaczyć, co w tym temacie mają do powiedzenia inni fotografowie i porównać techniki pracy.

Podsumowując, szkolenie należało do jednych z najtańszych dostępnych na rynku, zatem jest w sam raz na start przygody z fotografią noworodkową. Traktuje o większości aspektów tej pracy i stanowi, jak ja to określam: „szybszy długi rozbieg”. Już wyjaśniam, o co mi chodzi. Kiedy zaczyna się coś od zera, zanim dojdzie się do jako takiego zadowalającego poziomu, trzeba poświęcić ogrom pracy, czasu i zaangażowania, by osiągnąć wstępnie satysfakcjonujący efekt. Ta zasada obowiązuje w każdej dziedzinie: w programowaniu, w pozycjonowaniu stron internetowych, w gotowaniu, fryzjerstwie (tu wstaw każdą profesję, która przychodzi Ci na myśl) czy chociażby właśnie w fotografii. Tutaj uczestnicy warsztatów otrzymali ten długi rozbieg w pigułce, skondensowany, co jest bardzo cenne. Jeśli ktoś żadnego doświadczenia w pracy z dziećmi nie posiada i jest nadal na tym wspomnianym etapie, z pewnością skorzysta z wiedzy i doświadczenia prowadzących. Przekazane wskazówki są niezwykle cenne i wybaczcie, że skorzystam z angielskiego słowa, stanowi świetny booster (dopalacz?), aby ten rozbieg skrócić. Dla osób będących na nieco wyższym poziomie, polecałabym jednak warsztaty indywidualne, w zasadzie nie wiele droższe, a jednak spersonalizowane i dostosowane do konkretnych potrzeb.

Myślę, że warsztaty pozwoliły mi uświadomić sobie mocne strony moich fotografii noworodkowych i zastanowić się nad polami do dalszego rozwoju. W konsekwencji, kolejne wykonane przeze mnie sesje noworodkowe będą tylko lepsze… Teraz dobieranie kolorów stylizacji i praca w świetle zastanym wydaje mi się łatwiejsza niż przed szkoleniem. Zapoznałam się też z alternatywnymi dla błysku metodami oświetlenia i miło spędziłam czas. Podpatrzyłam też, o jakie szczegóły dbają inni fotografowie, a jakie pomijają w swojej codziennej pracy. Dzień warsztatowy uznaję zatem za udany i efektywny. Pozwólcie, że skończę w tym momencie recenzję, nie będę się rozpisywać dalej, bo aranżacje i zakupy akcesoriów same się nie zrobią, a kolejne terminy na sesje noworodkowe u mnie są już zarezerwowane 😀

Poniżej przestawiam Wam fotografie noworodkowe, jakie miałam okazję wykonać w trakcie warsztatów. Jak widzicie, są one nieco w innym stylu niż moje dotychczasowe zdjęcia. Powód tej różnicy jest prozaiczny, korzystaliśmy bowiem ze stylizacji wybranych przez prowadzących i światła dziennego, którego do tej pory unikałam, jeśli tylko mogłam 🙂

sesja zdjęciowa noworodkowa w Krakowie

zdjęcie noworodka chłopca w chłodnej stylizacji

zdjęcia noworodków w Krakowie

MX5A7403

sesja noworodkowa dziewczynki

 

 

Comments

comments

Dodaj komentarz